Kogo widzą moje piękne oczy? A jednak rady jakich ostatnio Ci udzieliłem opowiadając o tych okolicach sprawiły, iż nadal jesteś cały i zdrów. Zapewne przybyłeś znowu do tej karczmy, by mnie odszukać i podziękować kilkoma ciepłymi słowami oraz butelką mocnego trunku? Słowa, przyjacielu, są zbędne. Przysiądź się jeśli sobie życzysz. Właśnie miałem zacząć opowiadać tym oto pięknym damom, które siedzą mi na kolanach historię legendarnego bractwa Wiedźminów… Widzę ironiczne uśmiechy na waszych twarzach, tymczasem legendarne nie oznacza w tym wypadku wymyślone przez pieśniarzy. Bractwo to bowiem istnieje naprawdę, choć faktem jest iż zazdrośnie strzeże swoich sekretów i dlatego też obrosło wieloma nieprawdopodobnymi historiami. Co więc o nim wiadomo na pewno?
JJest to grupa pogromców wszelkiego rodzaju potwornych stworzeń, które od wieków gnębią te ziemie. Można by zatem oczekiwać, że jako wybawcy bezbronnej ludności są bohaterami tłumów, w każdym mieście i wsi witani z wszelkimi honorami. Nic bardziej mylnego! Większość ludzi, począwszy od dworzan króla Wyzimira, a na chłopskich dzieciach skończywszy, czuje wrodzoną niechęć do wiedźminów. To uczucie jest tak silne, że może się równać jedynie z obrzydzeniem jakie ich ogarnia, kiedy myślą o kąpieli. Dla mieszkańców Północnych Królestw, członkowie bractwa nie są niczym więcej niż odrażającymi dziwadłami, niewiele różniącymi się od kreatur, które likwidują przy pomocy stali i magii. Trudno zresztą dziwić się ludziom, gdyż Wiedźmini mają serca zimne niczym ostrza ich mieczy, a jedynym ich celem jest zabicie jak największej liczby przeciwników nim trafią na takiego, który rozszarpie ich na strzępy.
Mój przyjaciel Geralt, znany jako Biały Wilk, jest jednak inny, choć tak jak wszyscy jego towarzysze z bractwa został w młodości sprowadzony do sekretnej twierdzy Kaer Morhen i przeszedł wszystkie okrutne rytuały, by stać się bezlitosnym zabójcą, jakim jest dzisiaj. Mordercze treningi oraz tajemne mikstury mutacyjne, którymi był pojony miały wyostrzyć jego zmysły, a także podnieść siłę oraz sprawność do poziomu nieosiągalnego nawet dla największych mistrzów miecza. Ból sprawia mi samo myślenie o tym, co też młody chłopak musiał przejść, aby w końcu stać się pełnoprawnym członkiem drużyny z Kaer Morhen. Wyobraźcie sobie, jakie świństwa musieli mu podawać, skoro jednym ze skutków ubocznych było to, że jego włosy stały się zupełnie białe! Choć, jeśli się nad tym zastawić, to te właśnie włosy, zachrypnięty głos i zwierzęca sprawność, jak wieść wśród dziewek głosi nie tylko bojowa, sprawiają, że jest on łakomym kąskiem dla niejednej kobiety.

Nie pozostawię wam jednak złudzeń, Geralt to wciąż przede wszystkich maszyna do zabijania. Jest on absolutnie niedościgniony we władaniu mieczem, o czym niejednokrotnie mieli okazję przekonać się nieszczęśnicy, którzy próbowali się z nim zmierzyć. Wielu z nich było zupełnie ogłupiałych patrząc, jak płynnie zmienia style walki w zależności od sytuacji, w której przychodzi mu prowadzić starcie. Jednym, potężnym zamachem potrafi rozbić grupę napastników, by po chwili jednego sparaliżować używając magii, kilku innych spalić żywcem płomieniami znaku Igni, ostatniego natomiast przemienić w bezkształtną kupę mięsa serią szybkich cięć zakończonych morderczym finalnym uderzeniem. A wszystko zanim ktokolwiek zdąży krzyknąć: „Uważaj!”.
Wspomniałem wcześniej, że Geralt jest inny niż pozostali wiedźmini. W trakcie procesu jego mutacji, który obejmował także wymazanie osobowości i wszelkich uczuć, widocznie coś poszło nie tak. Nie jest do końca jasne, jaką rolę odegrał tu Vesemir, najstarszy spośród żyjących wiedźminów cieszący się wśród nich ogromny poważaniem. Zresztą mniejsza o to. Faktem jest, że u mojego przyjaciela nie udało do końca wyeliminować się jego uczuć. Nie przeszkadza mu to oczywiście w wycinaniu w pień wszystkiego, co stanie mu na drodze, o ile tylko będzie to konieczne. Nie zapominajmy, że długo pracował na swoją renomą największego pogromcy strzyg i wszelkiego innego ścierwa. Ci jednak, którzy mieli okazję poznać Geralta i nie skończyli przy tym na końcu jego miecza, właśnie dzięki jego umiejętności odczuwania, zaczynają go postrzegać w zupełnie innym świetle. Dostrzegają w nim nie tylko odrażającego mutanta ociekającego krwią swoich ofiar, dostrzegają w nim człowieka, a może po prostu… prawdziwego Geralta.
Czuję potworne wyrzuty sumienia, że zmuszony byłem tak mocno uprościć historię tego niezwykłego bohatera. Jest on żywą legendą, a historie opowiadające o jego wyprawach i potyczkach zajęłyby dziesiątki opasłych tomów.
Na koniec, jako że wiem, iż mam do czynienia z porządnymi ludźmi zdradzę wam pewien sekret. Nie dalej niż pięć lat temu wszystkim wydawało się, że jego wędrówka po tym ziemskim padole dobiegła końca. Biały Wilk, jak mówiono, zginął. Niemniej jednak powrócił, gotowy by stawić czoła tym, którzy ośmielili się wykraść sekret wiedźmińskich misktur. Na pewno jeszcze nieraz będzie nam dane usłyszeć o jego kolejnych przygodach.
Ach, dość już gadania na dziś. Karczmarz daje mi znać, że na piętrze zwolnił się pokój, więc moje panie i ja udamy się teraz na górę na… spoczynek. Do zobaczenia przyjacielu, mam nadzieję, że niedługo znowu się spotkamy.
"Naprawdę można Wiedźmina z dumą pokazać za granicą i powiedzieć „patrzcie, to nasze, polskie"
- CD-Action